a jednak coś się zrosło. kiedy odbieram twój kolejny telefon o niczym, wiem już, że to my się zrośliśmy - jak syjamskie bliźnięta. jak naczynia połączone. ile we mnie, tyle w tobie: symbioza albo wzajemne pasożytowanie, przecież i tak to nie ma znaczenia. na palcach rąk byłabym w stanie policzyć, ile razy lądowałam u ciebie: w mieszkaniu, w łóżku, w kuchni, w stajni, po drodze albo zupełnie nie po drodze; mogłabym to zrobić, odginając wciąż na nowo te palce, znów i znów i znów, zaczynając ciągle od początku, tak samo, jak ciągle kończyłam z tobą na nowo i nigdy nie czekałeś na mnie dłużej niż dobę. uparcie się odżegnuję i odżeglowuję na bezpieczne, ciche i spokojne wody od pytania o magnes, metaforyczny, no jasne, że tak. chowam cię w cienkie marginesy swoich myśli, chowam się w twój t-shirt, bo się nie boję. przecież wiem, że to metafora. potworów nie ma. jest tylko potworny dystans, dotkliwe tkanki tęsknoty.
jesteś moim fantomowym bólem.
jesteś moim fantomowym bólem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz