23.10.2012

przypływy jesieni

zbieram się w garść, po raz kolejny, przecież to właśnie Ci obiecałam, choć płacze we mnie dziecko, które chciałoby wyciągnąć ręce do Ciebie jak do słońca i dać Ci się unieść w zapach bezpieczeństwa i mleczne ciepło ramion. w Twoją garść chcę się chować, kiedy następują przypływy jesieni. kiedy następują przypływy jesieni, wszystko wydaje się rozsypywać i znikać. poczucia nie-bycia, nie-swojego miejsca nie udaje się zagłuszyć nawet dotykiem, nawet pośpiechem. tak mi wstyd, kiedy Ważne Słowa otrząsam z siebie jak pies. musisz jednak zrozumieć, że nie zasłużyłam, nie teraz, nie dzisiaj, nie tej jesieni, kiedy wszystko jest takie jeszcze niedokończone, chore na początek. może znakiem bycia zbyt dorosłą są właśnie te złe początki, martwe i kalekie od niedoboru adrenaliny.
a przecież nie jestem wcale dorosła, nie jestem poważna. mam jeden jedyny kubek do porannej kawy, wieczny bałagan w pokoju, przez nieuwagę uśmiercam nawet bazylię z tesco, nie umiem wyceniać projektów i z byle powodu robią mi się nieszczelności w okolicach oczu. kupiłam ostatnio białą sukienkę tylko po to, żeby Ci się w niej podobać, ale jeszcze nie miałam odwagi jej założyć, chociaż kiedy pierwszy raz stałam w niej przed lustrem, pomyślałam nagle, że mogłabym wziąć w niej ślub. zaczęłam nawet zastanawiać się nad problemem obcasów w ślubnych butach. teraz śmieję się z samej siebie. nie umiem zorganizować sobie miejsca w szafie, to chyba wszystko wyjaśnia.
mam białą sukienkę. to co, weźmiemy wreszcie ten ślub?...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz