przy łóżku termometr, herbata z imbirem w (jedynie słusznym) kubku (który tak naprawdę wcale nie jest piękny, ale przecież to, co rozczula, nie może być piękne). kiedyś to były dobre sygnały, pasiaste jak pościel białoszewskiego, myślałam: czeka mnie leżenie, planowałam: cyckam karmel i się karmię ciepłem. czekałam na to. a teraz mam alergię na wszystkie rodzaje ciepła poza temperaturą Twojego ciała. odtrącam te ręce, współczujące, chłodzące czoło, pełne dobrych intencji. i nie odpowiadam na pytania dlaczego tak się zachowujesz? nie tylko z powodu bólu gardła.
każda ważność czasem (z czasem) musi zmienić formę. wagę. schudnąć albo przytyć (schudnąć, schudnąć, kiedy patrzę na swoje ciało w lustrze, jakże mogę Ci się podobać taka!). i może jestem złą córką, skoro pozwoliłam, żeby ten ciasny wcześniej i ścisły splot warunków, wspomnień i intencji rozluźnił się niebezpiecznie. a może złą córką jestem dlatego, że rozluźniłam go dopiero teraz - dopowiadam po chwili sama sobie. zarzuca mi się, że nie rozmawiamy; jak mamy rozmawiać, jeśli wyraźnie nie trafiam w wymyślony dla mnie schemat? nie sprawdzam się w przygotowanej dla mnie roli, a ja nigdy nie chciałam nikogo rozczarowywać. nie lubiłam tego i już, zresztą dalej nie lubię. to dlatego nie rozmawiamy, Ma, Ta. większość ludzi nie rozumie samych siebie: myślą, ze chcą rozmawiać, a chcą tylko słyszeć i wiedzieć, nic ponadto. jak fill in the gaps with suitable nouns and prepositions. cigarettes in my pocket nie należy do zbioru poprawnych odpowiedzi. przepraszam, mamusiu, przepraszam, boże. przepraszam, że za późno zaczęłam dorastać.przepraszam, że nikotyna i alkohol, przepraszam, że noc jest tą bardziej właściwą porą doby, przepraszam, ze jest mi za ciasno w słowie córka. przepraszam, boże, mamusiu, sorry.
czasem mam świadomość tego, jakie to wszystko (niedostatecznie?) szczeniackie. wtedy tym bardziej staram się nie rozmawiać. pod powiekami szczypią te złe zdania. więc zmieniłam się na gorsze. no to bądźmy konsekwentni, mówię sobie, zaciskam zęby. zapaliłabym papierosa, ale nie chcę rozmawiać, a dym papierosowy jest żagwią, która może zaalarmować moralne ochotnicze pogotowie rodzicielskie. jednak nie jestem taką gówniarą, skoro umiem tak ładnie kalkulować, przychodzi mi do głowy. i zaraz pojawia się kontra: jednak jestem gówniarą, skoro nie mogę się nawet nieszkodliwie poniszczyć (sic!).
od kiedy zacząłeś mnie dotykać, potrzebuję coraz mniej słów. właściwie mogłabym zostać niema już do końca tego świata, mojego świata. jest pełen zestaw gestów, żeby wyrazić te wszystkie dzień dobry, chodź już do mnie, kochaj, kocham. dajesz mi wierzyć, że więcej nie trzeba. tym bardziej boli pojedynczość w tym całym bałaganie, Twój elektronicznie przetworzony oddech po drugiej stronie słuchawki, łóżko nie do spania, nie do wytrzymania pełne nieobecności.
każda ważność czasem (z czasem) musi zmienić formę. wagę. schudnąć albo przytyć (schudnąć, schudnąć, kiedy patrzę na swoje ciało w lustrze, jakże mogę Ci się podobać taka!). i może jestem złą córką, skoro pozwoliłam, żeby ten ciasny wcześniej i ścisły splot warunków, wspomnień i intencji rozluźnił się niebezpiecznie. a może złą córką jestem dlatego, że rozluźniłam go dopiero teraz - dopowiadam po chwili sama sobie. zarzuca mi się, że nie rozmawiamy; jak mamy rozmawiać, jeśli wyraźnie nie trafiam w wymyślony dla mnie schemat? nie sprawdzam się w przygotowanej dla mnie roli, a ja nigdy nie chciałam nikogo rozczarowywać. nie lubiłam tego i już, zresztą dalej nie lubię. to dlatego nie rozmawiamy, Ma, Ta. większość ludzi nie rozumie samych siebie: myślą, ze chcą rozmawiać, a chcą tylko słyszeć i wiedzieć, nic ponadto. jak fill in the gaps with suitable nouns and prepositions. cigarettes in my pocket nie należy do zbioru poprawnych odpowiedzi. przepraszam, mamusiu, przepraszam, boże. przepraszam, że za późno zaczęłam dorastać.przepraszam, że nikotyna i alkohol, przepraszam, że noc jest tą bardziej właściwą porą doby, przepraszam, ze jest mi za ciasno w słowie córka. przepraszam, boże, mamusiu, sorry.
czasem mam świadomość tego, jakie to wszystko (niedostatecznie?) szczeniackie. wtedy tym bardziej staram się nie rozmawiać. pod powiekami szczypią te złe zdania. więc zmieniłam się na gorsze. no to bądźmy konsekwentni, mówię sobie, zaciskam zęby. zapaliłabym papierosa, ale nie chcę rozmawiać, a dym papierosowy jest żagwią, która może zaalarmować moralne ochotnicze pogotowie rodzicielskie. jednak nie jestem taką gówniarą, skoro umiem tak ładnie kalkulować, przychodzi mi do głowy. i zaraz pojawia się kontra: jednak jestem gówniarą, skoro nie mogę się nawet nieszkodliwie poniszczyć (sic!).
od kiedy zacząłeś mnie dotykać, potrzebuję coraz mniej słów. właściwie mogłabym zostać niema już do końca tego świata, mojego świata. jest pełen zestaw gestów, żeby wyrazić te wszystkie dzień dobry, chodź już do mnie, kochaj, kocham. dajesz mi wierzyć, że więcej nie trzeba. tym bardziej boli pojedynczość w tym całym bałaganie, Twój elektronicznie przetworzony oddech po drugiej stronie słuchawki, łóżko nie do spania, nie do wytrzymania pełne nieobecności.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz