oglądamy. Ty wybrałeś film, ale jakoś wcale dużo się nie strzelają, więc trochę się dziwię. goła włodarczykówna w podgrzewanej literaturą wannie wygląda, aż zazdroszczę. i pilnuję oddechu, żebyś tego nie zauważył, nie zapytał; jeszcze bardziej niż usłyszeć prawdę boję się, że skłamiesz. linda też wygląda, ale nie zazdroszczę, i mówi:
Miłość to takie coś, czego nie ma. To takie coś, co sprawia, że nie ma litości. To tak, jakby budować dom i palić wszystko wokół. Miłość to jest słuchanie pod drzwiami, czy to jej buty tak skrzypią po schodach. Miłość jest wtedy, kiedy do czterdziestoletniej kobiety wciąż mówisz moja maleńka i kiedy patrzysz, jak ona je, a sam nie możesz nic przełknąć. I wtedy, kiedy nie zaśniesz, zanim nie dotkniesz jej brzucha. Miłość jest wtedy, kiedy stoicie pod drzewem, a ty marzysz o tym, żeby się przewróciło, bo będziesz mógł ją osłonić.
czuję twój oddech tuż nad uchem.
- kocham Cię
i tego nie mówi już wcale ani linda, ani włodarczykówna. ja też nie.
.
to wcale nie jest tak, że zawsze jesteśmy blisko siebie. to nie jest tak, że zrośliśmy się na dobre, bo czasem na złe. czasem złe jest moje chodź bliżej, czasem przecież bliżej znaczy tylko mocniej (ciebie zranić). chociaż nie wiem, czy naprawdę mogę to zrobić. czy ty naprawdę care. i jeśli ty naprawdę, to czy kiedykolwiek uwierzę, skoro ufam tylko własnym słowom. może te zrosty są jak metalowa siatka w pniu drzewa. wiemy, że nie boli, nie może boleć, a jednak mocniej ścisnęłam twoją rękę, kiedy mi pokazałeś tę rozoraną korę. właśnie tak: rozoraną. co z tego, że cierpliwie i powoli, na każdy dzień jeden milimetr w głąb.
są we mnie kilometry pustki i dwa razy tyle bezdroży. chcesz być moim niebem? a ja nie wiem, czy ktoś zaprojektował jakieś niebo nad tym całym bałaganem. przecież on jest taki nie na miejscu. ogarnij się. bądź dorosła (jestem). bądź odpowiedzialna (za siebie czy za ciebie, czy za was wszystkich? nie chcę). wstań, idź, załatw. no załatw to wreszcie.
to jest trochę tak, jakbym wyprała sobie serce w emulsji światłoczułej, a potem nosiła je na wierzchu. mam za dużo śladów. już prawie nie ma gdzie mnie dotykać, bo wszędzie boli. zapomniałam, jak lizać rany. ślepy los mnie strzeże jak oka.
jesteś moim ślepym fartem. czarnym koniem. pyrrusowym zwycięstwem.
jesteś, cholera. czasem nie wiem, co z tym fantem zrobić.
a ty, niezrażony, jesteś dalej. i zanim zaśniemy, dotykasz mojego brzucha.
Miłość to takie coś, czego nie ma. To takie coś, co sprawia, że nie ma litości. To tak, jakby budować dom i palić wszystko wokół. Miłość to jest słuchanie pod drzwiami, czy to jej buty tak skrzypią po schodach. Miłość jest wtedy, kiedy do czterdziestoletniej kobiety wciąż mówisz moja maleńka i kiedy patrzysz, jak ona je, a sam nie możesz nic przełknąć. I wtedy, kiedy nie zaśniesz, zanim nie dotkniesz jej brzucha. Miłość jest wtedy, kiedy stoicie pod drzewem, a ty marzysz o tym, żeby się przewróciło, bo będziesz mógł ją osłonić.
czuję twój oddech tuż nad uchem.
- kocham Cię
i tego nie mówi już wcale ani linda, ani włodarczykówna. ja też nie.
.
to wcale nie jest tak, że zawsze jesteśmy blisko siebie. to nie jest tak, że zrośliśmy się na dobre, bo czasem na złe. czasem złe jest moje chodź bliżej, czasem przecież bliżej znaczy tylko mocniej (ciebie zranić). chociaż nie wiem, czy naprawdę mogę to zrobić. czy ty naprawdę care. i jeśli ty naprawdę, to czy kiedykolwiek uwierzę, skoro ufam tylko własnym słowom. może te zrosty są jak metalowa siatka w pniu drzewa. wiemy, że nie boli, nie może boleć, a jednak mocniej ścisnęłam twoją rękę, kiedy mi pokazałeś tę rozoraną korę. właśnie tak: rozoraną. co z tego, że cierpliwie i powoli, na każdy dzień jeden milimetr w głąb.
są we mnie kilometry pustki i dwa razy tyle bezdroży. chcesz być moim niebem? a ja nie wiem, czy ktoś zaprojektował jakieś niebo nad tym całym bałaganem. przecież on jest taki nie na miejscu. ogarnij się. bądź dorosła (jestem). bądź odpowiedzialna (za siebie czy za ciebie, czy za was wszystkich? nie chcę). wstań, idź, załatw. no załatw to wreszcie.
to jest trochę tak, jakbym wyprała sobie serce w emulsji światłoczułej, a potem nosiła je na wierzchu. mam za dużo śladów. już prawie nie ma gdzie mnie dotykać, bo wszędzie boli. zapomniałam, jak lizać rany. ślepy los mnie strzeże jak oka.
jesteś moim ślepym fartem. czarnym koniem. pyrrusowym zwycięstwem.
jesteś, cholera. czasem nie wiem, co z tym fantem zrobić.
a ty, niezrażony, jesteś dalej. i zanim zaśniemy, dotykasz mojego brzucha.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz