28.08.2012

krawędziami

czasem serce mam tak dotkliwe, że nie potrzebuję wiedzieć. głód egzemplifikacji (wczorajsze słowo wyskakujące podstępnie spod nakrętki pomarańczowego tarczyna) i związanych z tym zjawiskiem działań logicznych przycicha tak, że wreszcie zanika; wtedy rozrasta mi się skóra aż na końcówki rzęs, układ nerwowy chowa się do wewnątrz, jakby zapadał w sen zimowy. miłość też przycicha, ale wcale się nie ulatnia. wrasta do środka, w żyły, w serce, w wątrobę, kłuje w płucach, szarpie, rozrywa na drobne kawałeczki. wtedy jest najpełniej, taka tylko dla nas.
teraz mam serce dotkliwe i podobne tej pełni księżyca, która wisi za oknem i miłosiernie rozlewa mi swoim blaskiem alibi na bezsenność. przez gardę letniego powietrza przebija się chłód zimy - znak wnętrznienia, dośrodkowania, się-chronienia.
zaczęłam lubić lisy, to kolejny znak nadchodzącej zimy, a może tylko zbliżania się do krawędzi? coś mi przemyka pod czaszką jak lis właśnie, po tym świetle i spokoju po burzy zbliża się chyba kolejna, będziesz musiał mocno mnie trzymać za rękę, żeby mnie nie porwał ten wiatr w mojej głowie.

jeszcze nie podjęłam decyzji, ale czuję, że ona przychodzi z każdym dniem coraz bliżej i w końcu zaistnieje sama, bez mojej zgody ani udziału. korzenie czekają na nową ziemię. od dwóch dni noszę koszulkę z przepowiednią w moim ulubionym języku, jakbym sprawdzała, czy się spełni.

Do čiernej hliny, papradia, spletené srdcia zasadia,
tam silný strom z nich vyrastie, dievčatku, líšku, pre šťastie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz