23.09.2012

astronomiczna

początek astronomicznej jesieni. początek astronomicznej samotności. powietrze pachnie w bardzo jednoznaczny i pojedynczy sposób, to jesienne powietrze, którego wszędzie jest pełno i które objęłabym ramionami i przycisnęła do siebie mocno, gdybym miała trochę mniej lat, trochę mniej jesieni pod sercem. od metafor mam bałagan w pokoju, każdego ranka w labiryncie szafy coraz mniej wejść i nadal żadnego wyjścia, nawet awaryjnego, odwieczny problem: nie mam miejsca w szafie i nie mam co na siebie włożyć. kiedy nie trzeba, jestem tak cholernie kobieca. kiedy trzeba, mnie nie ma.
jestem bardzo mało kobieca, kiedy leżysz obok mnie w łóżku i jesteś tak dotkliwie obok. dzielą nas astronomiczne sumy milimetrów. wówczas kobiecość ze mnie paruje wszystkimi porami i zapewne wtedy resublimuje w bałagan. jestem bardzo mało kobieca, kiedy przeklinam, kiedy się gubię w mieście, które znam od urodzenia, kiedy płaczę, bo w sobie też się gubię, choć staż mamy ten sam, co z miastem, a nawet trochę dłuższy. i jestem szalenie mało kobieca, kiedy nie mam odwagi na to, co ważne, potrzebne, niezbędne.

wczesną jesienią najlepiej widać gwiazdy. gwiazdy są nam także niezbędne, wiesz?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz