3.12.2012

i'd die for you

dziś w drodze na przystanek dałeś mi swoje rękawiczki i to było tak, jakbyśmy trzymali się za ręce przez całą drogę do domu. za chwilę znowu je założę i pod kołdrą otulę się moimi - twoimi dłońmi. może ciała nie da się nakarmić symbolami, ale umysł to łyka. żeby mieć spokojną głowę, chodzę naćpana metaforami twojej obecności. mówiłam od samego początku - jesteś moim narkotykiem. tylko zamiast więcej, potrzebuję ciągle głębiej. głębiej, aż się przenicujemy na wylot.
tak, ja sama czasem mam do siebie żal za ten obłęd. za to, że nie możemy być jak wszyscyinni, kochać się między rosołem a teleturniejem, żyć obok siebie i zadowalać się poczuciem komfortu. jednak jeśli decydujesz się na mnie, to decydujesz się na łuny i wybuchy, pokoje w hotelach, elektromagnetyczne korki w światłowodach, cały ten pakiet: łzy bez powodu, czułość o krzywej repetycji w kształcie popieprzonej sinusoidy i nienormowany czas milczenia. wszystko regulowane jak w piosence przybory, maleńki blaszany mechanizm zamiast serca. więc czekam, aż weźmiesz ten nóż i mnie niechcący uśmiercisz.
otwieram przed tobą swoją koszulę i - czekam.
i'm your toy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz