bardzo się boję, że zostanę już taka niedokończona, że będę całe życie zestawem mniej lub bardziej nieudanych początków, tysiąckrotnie wycieranym gumką szkicem na nieszlachetnym papierze. ile można udawać przed sobą, że to tylko tymczasowe, ten garnitur z poważnego, trzeźwego światopoglądu, nudnej, choć stabilnej i nieźle płatnej pracy zapinany na dwurzędowe formułki? a jeśli można tak całe życie, to gdzie są te butelki whisky, których nie wypiłam, te zarwane noce, które przespałam bez potrzeby, te podróże w nieznane byle którym pociągiem? to jest ten moment, kiedy w głowie układam niekończącą się listę cech, których z pewnością nie będę nigdy usiłowała wyhodować w swoich dzieciach. cierpliwość zajmuje w niej cztery pierwsze miejsca, piąte to odkładanie marzeń na później pod kryptonimem zdrowego rozsądku. bardzo się boję, że nigdy mi się nie uda opowiedzieć Ci tego bez popadania w patetyczne gesty i teatralne łzy, i że to Cię odstraszy. lubię, kiedy próbujesz mnie rozbawić i namówić na lekkie traktowanie życia, ale zrozum, czasem potrzeba trochę powagi. mnie ona jest niezbędna bardziej niż powietrze. życia trzeba dotykać od wewnątrz, najgłębiej; to jest jedno z tych marzeń, których nie chciałabym stracić z oczu. jesteśmy to winni podszewce świata: ten dotyk, który porusza tkankę czasu, ten wzrok, który sięga poza prostą materię. cały świat ma strukturę jeszcze bardziej tajemniczą i magiczną niż sieć kolejowych połączeń w tym chorym kraju. jeżeli pozwala, by między nami płynął ten cichy strumień energii, taki jak dzisiaj, kiedy kładłam stopę na Twoim brzuchu, to musimy oddać mu należną uważność.
po to jest uwaga, po to są długie pocałunki i patrzenie sobie w oczy, w których odbija się ciemność.
po to jest uwaga, po to są długie pocałunki i patrzenie sobie w oczy, w których odbija się ciemność.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz