są słowa, które od ciągłego używania wycierają się jak nieustannie przytulany plusz. trudno je wtedy wypowiadać, jeszcze trudniej ich słuchać.
najbardziej boję się rzeczy maleńkich: drobnych poruszeń, zadrżeń, wzdrygnięć na granicy widzialności. gdybym mogła, przyłożyłabym ci rękę do swojego serca, do samego mięśnia, żebyś mógł poczuć te mikrofrazy pulsu uderzającego o jego ściany w nierównym, zbyt nierównym rytmie. gdybym mogła, zamknęłabym cię w swoim pokoju jak w klatce, gdybym miała tyle siły, odegralibyśmy ten scenariusz, który znaleźliśmy w piosence Republiki; może wtedy mogłabym się zgodzić na słowa powycierane jak plusz.
sam widzisz: nowy rok, stare obawy, wieczne dylematy.
najbardziej boję się rzeczy maleńkich: drobnych poruszeń, zadrżeń, wzdrygnięć na granicy widzialności. gdybym mogła, przyłożyłabym ci rękę do swojego serca, do samego mięśnia, żebyś mógł poczuć te mikrofrazy pulsu uderzającego o jego ściany w nierównym, zbyt nierównym rytmie. gdybym mogła, zamknęłabym cię w swoim pokoju jak w klatce, gdybym miała tyle siły, odegralibyśmy ten scenariusz, który znaleźliśmy w piosence Republiki; może wtedy mogłabym się zgodzić na słowa powycierane jak plusz.
sam widzisz: nowy rok, stare obawy, wieczne dylematy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz