czasem moje chcenie jest jak chcenie dziecka: za ciasne, uwiera, bo już z niego wyrosłam, ale cóż, kiedy chcę. na przykład chcę, żeby naprawianie ludzi było tak proste jak połykanie tabletek. gdyby ktoś przepisał mi takie tabletki naprawcze, nawet nie zapominałabym ich połykać. nie mogłabym się doczekać następnej dawki. gdyby tylko działały.
ale takich tabletek nie ma i trzeba się ze sobą siłować, zmagać, wydobywać ten kształt jakiś z chaosu i ciągle, ciągle, ciągle się nie poddawać. nie dorosłam jeszcze do próbowania ciągle od nowa, albo dorosłam już do nieumiejętności zaczynania od zera. a moje chcenie jest ciągle po dziecięcemu zachłanne, chcenie mi z dzieciństwa zostało, tylko beztroska i radość gdzieś się ulotniły. kiedyś zabierały mnie ze sobą, teraz już się tam pewnie nie mieszczę.
z chceniem zawsze jest kłopot. albo inni ten kłopot mają, albo ja; albo jest go za dużo, albo za mało, i nigdy w sam raz. tak jak teraz: chcę komuś o tym opowiedzieć, ale nie przez telefon, tylko tak na żywo, i nikogo takiego nie ma obok.
kiedy chcenie jest za duże, to boli, a kiedy boli, dziecko płacze.
teraz boli.
ale takich tabletek nie ma i trzeba się ze sobą siłować, zmagać, wydobywać ten kształt jakiś z chaosu i ciągle, ciągle, ciągle się nie poddawać. nie dorosłam jeszcze do próbowania ciągle od nowa, albo dorosłam już do nieumiejętności zaczynania od zera. a moje chcenie jest ciągle po dziecięcemu zachłanne, chcenie mi z dzieciństwa zostało, tylko beztroska i radość gdzieś się ulotniły. kiedyś zabierały mnie ze sobą, teraz już się tam pewnie nie mieszczę.
z chceniem zawsze jest kłopot. albo inni ten kłopot mają, albo ja; albo jest go za dużo, albo za mało, i nigdy w sam raz. tak jak teraz: chcę komuś o tym opowiedzieć, ale nie przez telefon, tylko tak na żywo, i nikogo takiego nie ma obok.
kiedy chcenie jest za duże, to boli, a kiedy boli, dziecko płacze.
teraz boli.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz