lipiec eksplodował w szaleńczy spokój. jak mantrę powtarzałam te dwa magiczne słowa "po sesji", "po sesji" miało być niemal jak w nowym, wspaniałym świecie, tymczasem nawet "po sesji" jeszcze nie mamy się dla siebie na tyle, ile byśmy chcieli. jestem ciągle wygłodzona Twojego dotyku, rozkapryszona bez Ciebie jak dziecko. śnią mi się Twoje dłonie i nienawidzę świtu, który je ode mnie odgania. nad ranem splątane włosy nie dają się rozczesać, bo nocą nie głaskałeś ich przez sen.
odchodzą ode mnie ludzie i boję się tej wyłączności, na jaką prędzej czy później będę dla Ciebie skazana. tęsknię za nimi. pojadą za granicę, uciekną w swoje miłości, w swoje najlepsze ze światów. to przeczucia, przebłyski, ale już trochę rozumiem ten smutek, który przesłania mgłą oczy starych ludzi. można być stoikiem, ale tracenie boli, a ból zawsze żłobi blizny - w ciele, w duszy, w pamięci.
ktoś, kiedyś, dawno temu, brał mnie w ramiona i kołysał, usypiał całe zło tego świata.
muszę Cię tego nauczyć.
odchodzą ode mnie ludzie i boję się tej wyłączności, na jaką prędzej czy później będę dla Ciebie skazana. tęsknię za nimi. pojadą za granicę, uciekną w swoje miłości, w swoje najlepsze ze światów. to przeczucia, przebłyski, ale już trochę rozumiem ten smutek, który przesłania mgłą oczy starych ludzi. można być stoikiem, ale tracenie boli, a ból zawsze żłobi blizny - w ciele, w duszy, w pamięci.
ktoś, kiedyś, dawno temu, brał mnie w ramiona i kołysał, usypiał całe zło tego świata.
muszę Cię tego nauczyć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz